….wystarczy, że są w płynie do naczyń. Tym razem będzie o tym czego w kosmetykach lepiej unikać. Ciężko byłoby w jednym wpisie przyjrzeć się wszystkim substancjom, więc zaczniemy od sodium lauryl sulfate , czyli SLSów (oraz łagodniejszej wersji SLESów). Co to właściwie za substancja? Gdzie ją znajdziemy? Dlaczego ma tak złą sławę? Na to i kilka innych pytań postaram się odpowiedzieć.

Definicja

Sodium lauryl sulfate – jest to detergent, który obniża napięcie powierzchniowe wody, co za tym idzie sprawia, że kosmetyk lub środek czyszczący, którego używamy mocno się pieni i rozpuszcza zanieczyszczenia pochodzenia lipidowego. Najprościej mówiąc im więcej piany i im szybciej schodzi tłuszcz, tym więcej SLSów w kosmetyku.

Co to dla nas oznacza?

Teoretycznie nic. Kilkuminutowy kontakt z substancją nie ma praktycznie wpływu na naszą skórę. Tylko czy nasz kontakt z SLS na pewno jest kilkuminutowy? Pasta do zębów, płyn do naczyń, sól do kąpieli, proszki do prania, płyny do podłogi, itp., itd. długo by wymieniać. Wszystkie te środki i kosmetyki prócz tego, że rozpuszczają brud i się pienią, rozpuszczają też nasz płaszcz lipidowy, naturalną ochronę, którą otrzymaliśmy od matki natury. Producenci często łączą je z kwasem benzoesowym, alkoholami czy solą co sprawia, że nasza skóra jest pozbawiona jakiejkolwiek naturalnej ochrony, o właściwym pH nie wspominając.

Osobiście mam bezproblemową skórę, przez długi czas nie zwracałam uwagi na składy kosmetyków, WYDAWAŁO mi się, że lepiej być nie może. 😉 Gdy zauważyłam, że w niektórych miejscach jest ona podrażniona, przesuszona, czasem pojawiają się delikatne wypryski – łokcie, kolana, wewnętrzna strona rąk – interweniowałam używając oliwek, nie szukając źródła problemu.

Wraz z kolagenem przyszła refleksja nt. tego jak traktuje własną skórę, przestawienie się na naturalne kosmetyki – również myjące. Przy skórze, jak moja niekiedy mogę sobie pozwolić na odpuszczenie balsamu do ciała – żel którego używam sprawia, że skóra jest przyjemna w dotyku, elastyczna, zdrowa, nawilżona, a ja czuję się w niej doskonale. Myślę, że poświęcę jeszcze przynajmniej jeden wpis na temat tego czego lepiej unikać, bo SLSy to tylko wierzchołek góry lodowej, a tymczasem zachęcam Was do przejrzenia składów kosmetyków w łazience i choćby miesięcznej przygody z tymi naturalnymi. W Waszych rękach ląduje też lista substancji myjących, które są łagodne dla naszej skóry.